Oczekiwanie.

Wiara, Życie Dodaj komentarz

Pamiętacie jeszcze wpis o wdzięcznej nazwie “Jak kochają współczesne nastolatki” – wypracowanie z początku roku.? Bo ja tak. Wpisałem go kiedyś, kiedy jeszcze jako-tako regularnie aktualizowałem tego bloga, a wiedziałem, że przez jakiś czas nie będę mógł nic nowego napisać, i niespodziewanie okazał się on hitem jesieni. ;) Tak więc poniekąd postanowiłem pójść za ciosem, i zrobić podobnie. Ale tylko poniekąd, bo ten wpis jest na czasie. Bo o Adwencie, który, może jeszcze tylko parę godzin, ale cały czas trwa. Dobra, i tak już za długi ten wstępniak. Przejdźmy do konkretów!

Oczekiwanie.

Święta Bożego Narodzenia. Radosne wydarzenie, dla chrześcijan jedno z 2 największych w ciągu całego roku liturgicznego. Z czym nam się kojarzą? Mi jako dziecku Święta nieodłącznie przywodziły na myśl reklamy Coca-Coli z szeregiem czerwonych ciężarówek ciągnącym się aż po horyzont. Oprócz tego był jeszcze Mikołaj – pod postacią grubego skrzata w czerwonym płaszczu. Lampki choinkowe, nie tylko na choinkach, ale wszędzie – w sklepach, galeriach, kinach czy na ulicach. Nie tylko czerwone. Właśnie, Święta. Bo one, przynajmniej według tych wszystkich znaków zaczynały się już na początku grudnia, w ekstremalnych przypadkach już w połowie listopada. Ale to naprawdę ekstremalne przypadki. Już wtedy zaczynałem na coś oczekiwać – na początku jak to dziecko – na prezenty, na Mikołaja, na dzielenie opłatkiem. Bo to dzielenie opłatkiem też całkiem miło wspominałem – i można zobaczyć się z bliższą i dalszą rodziną, w tym z Babciami, i ten opłatek w końcu całkiem smaczny – a ile go potem zawsze zostawało! I praktycznie wszystko dla mnie, oczywiście. No, i potem można było sobie podjeść jeszcze. Rosół. Tak myślałem jako małe dziecko. Kategoriami, jakie zwykle zwykło myśleć małe dziecko. Jakim niewątpliwie byłem.

Z czasem rodzice zaczęli wprowadzać mnie w coraz głębsze tajemnice tego misterium – że to się rodzi Pan Jezus, że on teraz też jest taki malutki, i mimo, iż jest bogiem, to przyszedł na świat w zwykłej szopce, wśród zwierząt i skromnych pastuszków. Mimo, iż mógł tak po prostu sobie zstąpić z nieba, przy akompaniamencie trąb anielskich i salwach armatnich, chociaż wtedy jeszcze nie było armat – dla niego to żaden kłopot. I tyle. Wystarczająco, jak dla takiego małego szkraba jakim byłem. Wystarczająco, biorąc pod uwagę, ile wtedy byłem w stanie zrozumieć.

Problem w tym, że niektórzy zatrzymali się (pod tym względem) na etapie takiego paroletniego dziecka. Wiedzą o tym święcie tyle, że jest w grudniu (tradycyjnie 25 – czyli jeszcze przed świętami…), że wypada się spotkać z rodziną, podzielić opłatkiem i takie tam, że do dzieci przychodzi “Mikołaj”, więc trzeba kupić im prezenty, że to na pamiątkę urodzin Jezusa ponad 2 tysiące lat temu (czyli po prostu dawno – nie uwierzę Wam, jeśli mi powiecie, że dla was miałoby tu i teraz jakiekolwiek znaczenie, jakby to było 3 czy 4 tysiące lat temu – to w praktyce po prostu bez różnicy – po prostu dawno, z tym, że nie tak dawno jak dinozaury czy mamuty, a trochę wcześniej niż średniowiecze, i tyle), że trzeba przygotować 12 dań dla parzystej liczby gości. No, i oczywiście nie można zapominać o choince. Musi być koniecznie, najlepiej żywa (chyba że do biura albo klasy w szkole – wtedy sztuczna – praktyczniejsza), i jak najwięcej jak najdroższych łańcuchów, ręcznie malowanych przez górali z Olsztyna bombek oraz lampek choinkowych grających 200 różnych melodii z “Happy Birthday” włącznie.

I zaczynają wątpić. Coś im tu zaczyna nie pasować, coś się nie kleić. I słusznie – bo klei to tu się naprawdę mało, problem jest w tym, do jakich wniosków dochodzą dorośli już ludzie, dostrzegając w jaki sposób obchodzą te święta – zamiast zastanowić się nad tym, postanowić coś znmienić w swoim rozumowaniu świąt, stwierdzają, że to to całe dziecinne Boże Narodzenie jest bez sensu – zwyczajnie nie dostrzegają nic dla siebie, jako ludzi dorosłch w wydażeniu, które celebrują cały czas jak dzieci.

Dopiero kiedy człowiek uświadomi sobie, że to coś więcej – że to coś więcej niż szopka, Mikołaj i rodzinna kolacja, może zacząć się do przygotowywać w jakikolwiek inny sposób niż tylko “logistyczny”.

A to jest coś więcej. To oczekiwanie na powtórne przyjście Pana – po części pamiątka po wydażeniach dawno temu, a po części właśnie oczekiwanie na coś, co ma się wydażyć w pszyszłości. Przygotowując swoje domy na narodziny Jezusa – te symboliczne – mamy świetną okazję żeby przy okazji przygotowywać swoje serca na jego przyjście – zupełnie na serio. Bo Bóg przychodzi do nas – nie tylko ten raz w roku, ale codziennie, podczas każdej Eucharystii. Ale ta jedna noc jest szczególna – i nie dlatego, że On jakoś szczególnie przychodzi – po prostu w tym czasie atmosfera jest (a przynajmniej tak być powinno) taka, że szczególnie da się to odczuć…

Koniec. Wiem, że pretensjonalne, nadęte, i sztywne. Ale wybaczcie mi – pisałem to koło 3 w nocy, od paru dni jadąc tylko na kawie. Wybaczcie.

A, i zapomniałbym napisać. Tamto wypracowanie było na polski. A to? Serio nie widać…? Na religię… ;)

@edit:
I mamy problem. Bo ten wpis napisałem właśnie 24 grudnia 2009, koło godziny 16 – wtedy właśnie go zapisałem w szkicach. Tylko co mnie, choribcia naszło, żeby przed publikacją jeszcze zaktualizować WP?? Oczywiście przestał działać. Baza się nie chciała zaktualizować. Teraz, przy okazji przenosin bloga (tym razem do Customa ;) ), naprawiłem ten problem, a przynajmniej mam taką nadzieję. Więc publikuję. Wtedy. A który jest teraz? 3 stycznia 2010…

Tagi: , , , , , , , , , ,


1 komentarz do “Oczekiwanie.”

  1. lavinka pisze:

    Na szczęście nie jestem katoliczką i to nie jest mój problem (eucharystia, problemy biblijne, to że Jezus wcale nie urodził się w grudniu tylko ponoć w kwietniu i wiele innych…). Święta to okazja do spotkania z bliskimi i zjedzenia z nimi w spokoju smacznego posiłku. Prezenty, choinka? To drobiazg, w sumie liczy się pamięć :)

Zostaw komentarz

Wordpress Themes Design by NattyWP Wordpress Themes.
Images by desEXign.
Translated by Adam Klimowski.